Uzależnieni od cukru?

Minął tydzień odkąd zainaugurowałam Program Atrakcyjny Wizerunek w Miłości – Wolna od Cellulitu. Efekty? Po tygodniu zaskakująco dobre! Cellulit oczywiście nadal jest, ale ubyło 2,5 cm w biodrach :) Wcześniej zbyt obcisłe dżinsy znów dobrze leżą. Czuję się wspaniale, bo podczas stosowania Programu zaobserwowałam jeszcze dwa dodatkowe efekty uboczne.

Pierwszy. Złagodniały dokuczające mi ostatnimi czasy dość mocne objawy astmy, która ujawniła się u mnie kilka miesięcy temu. Jestem w szoku, bo nie spodziewałam się tu poprawy, ale jak widać nie tylko tylna część ciała korzysta na Programie.

Drugim efektem jest niesamowity przypływ energii. Od długiego czasu czułam się ospała i wiecznie zmęczona, problemem było zwlec się z łóżka, a teraz przed 6.00 rano jak skowronek zrywam się z łóżka! Zupełnie jak nie ja! Program miał też na celu zwiększyć zasoby energii, ale żeby aż tak szybko? Wygląda na to, że tak :) Zachęcona tymi sukcesami kontynuuję dalej.

Nie dajmy się zwariować

Moje ciało na Program Wolna od Cellulitu reaguje wspaniale. Trochę gorzej reaguje na niego moje otoczenie. No bo nagle zaczęłam sobie odmawiać wszystkich „przyjemności”, zaczęłam się „katować jakimiś dietami” czy ćwiczeniami. I to w imię czego, pozbycia się cellulitu?!? Tu z reguły u co poniektórych osób następuje ruch pukania się w czoło. A więc oświadczam z całą stanowczością. Nie katuję się niczym, to co jem sprawia mi PRZYJEMNOŚĆ, ruch wprowadza mnie w dobry nastrój i dodatkowo potęguje pozytywne uczucia.

Ostatnio dość dobitnie spotkałam się z tym niezrozumieniem u mojej znajomej, kiedy odmówiłam zjedzenia porcji cista z kremem. „- Przecież jesteś szczupła, po co się odchudzasz, chyba dałaś się zwariować, trochę ciasta przecież ci nie zaszkodzi” – argumentowała. Już mi się nie chciało tłumaczyć że się nie odchudzam, bo moja waga stoi w miejscu, tylko budowa ciała się zmienia, a tkankę tłuszczową zastępuje mięśniowa (choć osoby z nadmiarem tkanki tłuszczowej, na pewno stracą ten nadmiar podczas stosowania Programu). Machnęłam tylko ręką i obstawałam przy swoim, z doświadczenia wiem, że nie ma sensu wdawać się w dyskusje na ten temat.

Ludzie, tacy jak moja znajoma, nie zdają sobie sprawy, że ja właśnie wysiadłam z tej wariackiej kolejki, która pędzi na złamanie karku wprost ku wszystkim chorobom cywilizacyjnym i pogorszeniu jakości naszego życia.


Cukier nie rośnie na drzewie

W zasobach Ziemi nie ma złóż cukru, torby z cukrem, czy nawet jego kryształki nie rosną na drzewach. Naturalnie występującej soli w zasadzie też jest mało. Kiedyś sól i cukier to były towary egzotyczne, nieco później w naszej historii już mniej egzotyczne ale luksusowe. Obecnie łatwo dostępne i praktycznie wszędzie. Spożywamy tych substancji za dużo, przekraczając dawki dzienne kilkukrotnie.

A przecież cukier nie zawiera praktycznie żadnych substancji odżywczych, nie daje naszemu organizmowi nic, poza chwilowym przypływem energii, która znika tak szybko jak się pojawiła. Do tego uzależnia! Cukier to jeden z najtrudniejszych do rzucenia nałogów. Szczególnie że naprawdę sporo produktów spożywczych, które spożywamy na co dzień go zawiera. Wystarczy spojrzeć w składy.

Paradoksem również jest to, że jedzenie, pełne soli i cukru, naszpikowane wzmacniaczami smaku, konserwantami jest dużo tańsze niż jedzenie ekologiczne, w tym owoce i warzywa. Wszystko to co ma etykietkę „eko”automatycznie jest droższe, nawet jeśli faktycznie „eko” nie jest. To tak jak by cały rynek był nakierowany na to żeby utrudnić nam zdrowe odżywianie i pielęgnację. Korzysta na tym oczywiście cała masa instytucji, bo utrzymanie nas w stanie uzależnienia i złego zdrowia napędza handel! Złe odżywianie to gorsza skóra, więc przemysł kosmetyczny ma tu pole do popisu, tak samo korzysta na tym przemysł farmaceutyczny, a także producenci wszelkich słodkości, bo uzależnieni kupujemy je bez opamiętania. Tak naprawdę można by wyliczać w nieskończoność. Jedyne co możemy z tym zrobić to powiedzieć STOP! Ja wysiadam, nie daję się zwariować!

To nie jest dla wszystkich

Doszłam do wniosku, że Program Wolna od Cellulitu, jest tylko dla tych osób, które są gotowe powiedzieć STOP. Które kochają i szanują swoje ciało (nawet jeśli ma cellulit), które świadomie chcą zadbać o to jak jedzą i co wcierają w skórę. Które traktują siebie z miłością i tak samo traktują innych ludzi. Bo jeśli nie mamy miłości i szacunku dla siebie, to nie mamy tego również dla innych.

Komentarze

  1. Marta pisze:

    Pani Krystyno, tylko czasami boję się interwencji dermatologów i lekarzy innych specjalności. Boję się ich omylności i testów na mojej skórze. Boję się pogorszenia stanu cery. Jednocześnie wiem, że trafnie postawiona diagnoza to jeden z pewników skutecznego leczenia. Poza tym ważne jest też spojrzenie osoby trzeciej na nasz styl życia, naszą pielęgnację. Często mnie samej brakuje dystansu i jestem bardzo ciekawa opinii innych, które mogą wnieść naprawdę dużo i usprawnić mój dotychczasowy program pielęgnacji i dietę. Między innymi dlatego regularnie tu zaglądam :)

    • Krystyna Koziarska - Mendonça pisze:

      Pani Marto, myślę że interwencji dermatologa nie należy się bać, pod warunkiem oczywiście że dermatolog jest przytomny, zaleca badania zanim wypisze receptę i podchodzi do naszej sprawy indywidualnie. Bo co innego nastolatka, która przychodzi z trądzikiem, a co innego kobieta w okolicach trzydziestki, która przychodzi z tym samym problemem. Niby objawy te same, ale podłoże jest już inne. Ja zawsze wychodzę z założenia, że do sprawy leczenia skóry należy podchodzić kompleksowo i szukać źródeł, a nie tylko leczyć objawy. Dlatego opieram się zarówno na doświadczeniach lekarzy dermatologów, lekarzy medycyny naturalnej, jak i na odpowiednich metodach pielęgnacji. Wszystko to razem daje bardzo dobre rezultaty.

    • A.Ch. pisze:

      Naszła mnie taka refleksja…
      Przynam szczerze, że nie spotkałam ani jednego dermatologa (a zapoznałam ich trochę), który by w ramach leczenia skóry zalecił zmianę diety. Przeciwnie – każdy twierdził, że to nic nie da oraz przepisywał leki wewnętrzne i zewnętrzne. I ludzie często się tego trzymają (wszak lekarz lepiej wie i poza tym – to wygodne).
      Ba, powiem więcej – jeśli chodzi o dietę, to nie spotkałam żadnego lekarza (a też ich trochę oglądałam), który by zalecał ją w innych wypadkach niż otyłość, czy choroby wieńcowe.
      Stąd moje pytanie – do jakiego specjalisty się udać, gdy chce się dobrać dietę dla siebie? Bo rónież niekoniecznie do dietetyka,większość przepisuje standardowe diety, nie uwzględniającego wielu kwestii.

  2. Marta pisze:

    Tak, to racja. Możliwości jest tak wiele, że potrzeba czasu, aby ustalić konkretną przyczynę. Mleka nie piję, ale 2 razy dziennie jem twarożki domowe. Gluten? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, poczytam zatem. I od dzisiaj nie jem kiwi :) Przez ostatnie 7 miesięcy jadłam minimum 2 dziennie, więc chyba na razie wystarczy.

    Myślę, że problemem wielu osób, w tym i moim, jest monotematyczna dieta.

    A co do cellulitu, rzeczywiście cukier to tylko jeden problem. Swego czasu bardzo pomagały mi masaże. Intensywne ugniatanie skóry dłońmi. Regularność jest tu oczywiście wielkim sprzymierzeńcem.

    • Krystyna Koziarska - Mendonça pisze:

      Drogie Panie, bo z dietą jest tak samo jak z doborem kosmetyków. Warto czasem poradzić się specjalistów, zdobywać wiedzę czytając publikacje czy uczestnicząc w kursach niż próbować samemu na własną rękę dochodzić co jest lepsze dla naszego organizmu. Zanim zaczęłam inwestować we własną wiedzę straciłam dobrych kilkanaście lat i ogromne sumy pieniędzy na różne „eksperymenty”. Dziś, kiedy wiem co stosować, po kolei rozwiązuje moje wyzwania. Trądzik, podrażnienia, alergie skórne poszły w zapomnienie. Moja twarz wygląda młodzieńczo i promiennie. Nadszedł czas na cellulit i nie mam wątpliwości, że on również zniknie z mojego życia.

  3. Marta pisze:

    Bardzo prawdziwy wpis. Podobną sytuację miałam dosłownie przed chwilą w pracy: koleżanka mocno zdziwiła się, słysząc moją odmowę skonsumowania ciastek.

    Odkąd pół roku temu wprowadziłam do swojej diety olej lniany, zmienił się mój sposób żywienia. Nie jest on oczywiście doskonały, ale myślę o tym, co jem. Pomysł na zmianę diety to bezpośredni skutek walki o ładną i zdrową cerę, która rzeczywiście poprawiła się, co pewnie jest zaletą nie tylko diety, ale i dobranej pielęgnacji.

    Ograniczyłam słodycze, choć całkowite wyeliminowanie gorzkiej czekolady, czy domowej drożdżówki ze śliwkami pewnie nie wejdzie w grę. Jem więcej warzyw i owoców. Mam tylko problem z pieczywem: w sklepach trudno trafić na dobre i nie oszukane, a na samodzielne pieczenie nie mam za bardzo czasu. Chociaż muszę przyznać, że dwa lata temu prowadząc dietę właśnie niskowęglowodanową, nie zauważyłam żadnych specjalnych pozytywnych skutków.

    Teraz choć dietę mam zdroworozsądkową, problemów z cerą do końca się nie pozbyłam. Krostki typowo trądzikowe prawie na mojej twarzy nie występują, wysyp przed miesiączką mocno się złagodził, ale za to dorobiłam się dziwnych czerwonych grudek tylko na policzkach. Kwas migdałowy trochę te grudki łagodzi, ale nieustannie pojawiają się nowe. Nie swędzą, nie pieką, nie bolą. Może to od nadmiaru zdrowego kiwi? :)

    • A.Ch. pisze:

      Marto, myślę, że jeśli chodzi o dietę, to jest to dość skomplikowane. Być może któreś konkretne produkty nie są tolerowane przez Twój organizm. Teorii jest bardzo wiele np. może to być mleko i przetwory mleczne, może to być gluten, owoce niemiejscowe (ich metoda przechowywania też budzi kontrowersje), może to nawet być kakao.
      Inną sprawą może być zachwiana gospodarka hormonalna.

      Jeśli chodzi o program walki z cellulitem, to odstawienie cukru to chyba tylko jeden z wielu elementów :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>